1204

28.10.2016

Abonament z samochodem za złotówkę!

Jeśli AdBlock zaczyna handlować dobrymi reklamami, w Czarnobylu powstanie bezpieczna elektrownia, a klient z ulicy dostaje od operatora ofertę lepszą niż ten z pięcioletnim stażem, to jak na niepoprawnego optymistę i miłośnika teorii spiskowych przystało, przy towarzyskim osłabianiu goleni, doszedłem do wniosku, że ten nasz świat musi w końcu upaść. W poniższym, krótkim wywodzie (pisanym na lekkim kacyku) wyjaśnię dlaczego. Albo i nie. Ale przynajmniej ze wszech sił się postaram.

Towarzyskie spotkanie, którego w niewyjaśnionych okolicznościach stałem się uczestnikiem, a po którym koszmarnie bolała mnie głowa, rozpoczęło się tuż po wyjściu z salonu mojego operatora. Wcześniej szlag trafił moją ukochaną Nokię E71. Bidulka, w skutek bliskiego spotkania pierwszego stopnia z granitem ulicy Piotrkowskiej, już na zawsze stała się niemową. Błyskawicznie zauważyłem, że w pewnych sytuacjach życiowych, telefon bez sprawnego mikrofonu jest szalenie wygodnym urządzeniem. Staje się pagerem z możliwością wysyłania SMS-ów i odbierania rozmów. Co więcej – dobijający się do nas ludzie, skutecznie zniechęcają się do „dodzwaniania” i przestają zawracać głupotami głowę. By nie napisać, inną część ciała. Zmuszony przez Szanowną Małżonkę, która nie tolerowała takiej komunikacji i ciszy w słuchawce, musiałem szybciutko kupić nowy telefon. W spożywczym… Ale o tym dalej, jeśli wytrwacie w tej nudzie.

Zanim kupiłem w spożywczym telefon, wcześniej zagościłem w progach mojego operatora. Zmieniałem starego, wielkiego, padłego SIM-a na małego. Bezkonfliktowo. Bystro. Nieprzyjemnie zaczęło się w momencie, kiedy pani z powabnym dekoltem zauważyła, że za pół roku kończy mi się umowa i możemy ją przedłużyć. Pół roku, myślę sobie – sporo czasu. Można nie dożyć, albo zacząć nowe życie bez telefonu. Albo poukładać sobie stare z nowym towarzyszem BTS-owej podróży, mknącym po LTE itp. Zainteresował mnie ten dekolt, więc posłuchałem oczami, co pani ma mi do zaoferowania. Ponieważ jeszcze wtedy byłem całkowicie trzeźwy, słyszałem, że grubas przy stoliku obok, wciska równie brzydkiemu samcowi, który nie był wcześniej klientem sieci, o wiele ciekawszą ofertę od tej, którą pani wciskała mnie. Nie ukrywam, środowisko w którym byłem mamiony nowym telefonem za złotówkę, klasy tego z mojego spożywczaka, było o wiele przyjemniejsze niż grubasa z ulicy. Trzeźwy na umyśle, odstąpiłem od negocjacji, informując panią, że o ile biust ma cudowny, to szacunku do stałego klienta za grosz. Co, oczywiście, nie było jej winą. Taka praca. Wyszedłem, rzecz jasna solidnie trzaskając drzwiami.

Wytoczyłem się wprost na kumpli z ogólniaka, którzy w zabawowym nastroju płynęli ulicą Piotrkowską. Wcześniej, pieniackie dziady, chciały przetrzepać mi skórę, bo wszedłem im w drogę. Po rozpoznaniu się, błyskawicznie znaleźliśmy się w pobliskiej knajpie, gdzie szczegółowo omówiliśmy stare dobre czasy, wdzięki naszych koleżanek oraz wdzięki m.in. przedstawicielki operatora. Temat szybko zszedł na paskudne traktowanie stałych klientów. Kolega prawie płakał mi w rękaw po tym, jak pół roku temu jego operator potraktował go podobnie. I przekonał mnie do tego, że dziś dobre i tanie telefony kupuje się w pewnym sklepie spożywczym, a nie w salonach… Był to w mojej niezamroczonej jeszcze jaźni, początek końca tego świata. Bo skoro on ku temu zmierza, to tylko patrzeć, jak nowe BMW czy inne Audi, będziemy szczęśliwie nabywać w warzywniaku, albo u… operatora GSM. Czekam na promocję dożywotniego abonamentu z samochodem, który jeśli dobrze spojrzeć – może być telefonem. Za złotówkę.

Z każdym kuflem było coraz gorzej, co pewnie wnioskujecie po treści… O ile błyskawicznie rozstrzygnęliśmy przetarg na nowe śmigłowce dla naszej dzielnej armii (wygrała znana włoska firma Italeri, produkująca modele do sklejania), tak już temat handlu reklamami przez firmę zajmującą się ich blokowaniem, drastycznie pogłębił nasz kryzys świadomości i wzmógł wulgarność. Inna sprawa, że przyjemniej się ten wariacki świat w takim kryzysie znosiło. Trzeba naprawdę mieć tupet, żeby sprzedawać coś z czym się walczyło. Ale nie ta informacja okazała się dla nas tego wieczoru ostateczna, tylko z trudem odczytana na siedmiocalowym ekranie telefonu (sic!) wieść, że w Czarnobylu zbudują nową elektrownię, która zasili prądem 700 tysięcy gospodarstw domowych. Bezpieczną, bo solarną. Jeden z kolegów, z którymi tego wieczoru osłabialiśmy golenie, dywagując o współczesnym, zerojedynkowym świecie, niedawno wrócił z wycieczki po Czarnobylu. Z zamkniętej strefy, ale bardzo otwartej na… turystykę. Co było dalej, Państwo wybaczą, nie pamiętam…

AdBlockGSMLTENokiaSMS

Poprzedni artykuł

Komentarze

top

Pliki cookies

Serwis wykorzystuje pliki cookies na zasadach określonych w Polityce prywatności, w szczególności w celach personalizacji oraz monitorowania ruchu na stronach serwisu. Możesz określić warunki przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na użycie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.