1048

30.09.2016

Znikający iPhone

Kilka dni temu redaktor najważniejszy zapłodnił (modne słowo) mnie zajawką o zawijanym i zginanym na pół tablecie, jakim to w wersji prototypowej pochwaliła się firma Lenovo. Ale po wtopach z iPhone’em 7, firma Apple poszła jeszcze dalej i obwieściła, że wyda na świat iPhone’a bez żadnego gniazda, karmionego światłem. Jeszcze jacyś fantaści? To teraz ja!

To naprawdę dobrze, że tęgie rozumy kombinują przy urządzeniach mobilnych pt. „co by tu jeszcze”. Pamiętam czasy, kiedy producenci telefonów chwalili się obecnością kamer wideo w swoich urządzeniach, tak samo jak firma Lenovo pochwaliła się tabletem z plasteliny (o! Chyba pojechałem za daleko) Pytanie, czy długo oczekiwanym na rynku. Jak na najbardziej staroświeckiego i analogowego autora tej redakcji przystało, przyznam, że jest mi kompletnie obojętne to, czy będzie on się zginał, wyginał, zaginał. Ważne jest dla mnie to, czy będzie miał kalendarz, klienta poczty, przeglądarkę WWW i względnie telefon. Nie oczekuję więcej. I być może w odróżnieniu od wielu z Was, drodzy, kompletnie nie oczekuję tego nie wnoszącego nic nowego produktu na rynku.

Co innego proroctwa płynące z Apple. iPhone bez portek. Przepraszam! Bez portów. Zasilany światłem, z którego zdążyła się już obśmiać połowa internetu, brzmi niemalże biblijnie. Znikające gniazdko lightning i bezprzewodowe ładowanie (żadna dziś nowość) oraz przesyłanie danych za pomocą światła. Zemdlałem. Kiedy ocucono mnie mokrą ścierką do podłogi, przeczytałem o proroctwach Apple i pomyślałem, że czemu by nie! Jeśli tylko chłopcy dadzą radę wystrugać w Cupertino to, co im się na mniej lub bardziej trzeźwo wymyśliło, to świat pójdzie do przodu. A jeszcze, jakby sprawili, że cały iPhone będzie umiał znikać, a nie tylko gniazdko Lightning, to dopiero byłoby coś. Niewidzialny smartfon. Niewykrywalny na kartkówkach i kolokwiach. Na egzaminach na prawo jazdy. Na nudnych spotkaniach rodzinnych, które można „przeżyć” z niewidzialnym smartfonem. Może w specjalnych okularach, dzięki którym wyświetlacz byłby widzialny, a człowiek tylko trochę głupio w nich by wyglądał, a raczej zachowywał się miziając paluchem powietrze. Fantazjuję. Może nawet nie gorzej niż ci z Apple. Bo po znikającym smartfonie, dalej może być już tylko znikający użytkownik. Najlepiej, zasilany i odżywiany światłem. Tak! W ramach abonamentu! Wyobrażacie to sobie? Ja, niestety, tak. I to całkowicie na trzeźwo…

Ze świata spraw przyziemnych, tych, które nie znikają, są niestety, zauważalne i wyraźnie widoczne – dostałem rachunek za telefon. I szlag by to cholerne urządzenie trafił…

appleiPhone 7Lenovosmarphone

Następny artykuł

Komentarze

top

Pliki cookies

Serwis wykorzystuje pliki cookies na zasadach określonych w Polityce prywatności, w szczególności w celach personalizacji oraz monitorowania ruchu na stronach serwisu. Możesz określić warunki przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na użycie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.