1316

02.07.2016

Nie włączymy Panu tej usługi, i co Pan nam zrobi

„Uprze się cham, i mu daj” – ktoś, kto lubi polskie kino, mógłby od razu odpowiedzieć i uzupełnić tytuł, nieprawdaż? Lecz – tak naprawdę – to tu nie chodzi o kino, tylko o dość… nietypowe podejście operatora do klienta. Bo regulamin jest przecież najważniejszy…

„Zaufanie jest jak kartka papieru, raz zgniecione, nigdy nie będzie takie samo” – to chyba leciało jakoś tak… . I chyba tak właśnie będzie z zaufaniem jednego z klientów do jednego z operatorów.

Wyobraźmy sobie zatem firmę, która jest z pewnym operatorem związana więcej niż 10 lat. Bo trochę się wszyscy przyzwyczaili, bo przedstawiciele firmy dogadują się z tzw. doradcą biznesowym, bo i usługi, i telefony rzeczona firma zakupuje w korzystnych cenach.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby któregoś dnia ta firma, czyli klient operatora, nie wymyśliła sobie zmiany formy prawnej prowadzonej działalności. I zaczęła się „zabawa”…

Bo oto pewnego pięknego dnia okazało się, że kilka telefonów znajdujących się poza granicami kraju – zwyczajnie milczy. No i trzeba było dzwonić do biznesowego biura obsługi (pracującego tylko w dni powszednie bodaj do godz. 18 lub 20, bo przecież biznes to z kurami spać chodzi, a w weekendy to na jakąś Majorkę zawsze wyjeżdża). I zaczęło się ręczne roamingu uruchamianie. Numer po numerze. I tak bodaj 15 razy…

Kolejnym ruchem klienta było „odpalenie” transmisji danych. Na kartach głosowych, ale też na tych… internetowych. Tak, zgadza się – dobrze ktoś tutaj przeczytał – na kartach internetowych, czyli na takim iPlusie, trzeba było uruchomić… transmisję danych.

Że bzdura? Zdrowy rozsądek podpowiada, że owszem. Ale operator twierdzi, że wszystko jest ok, ponieważ klient po zmianie formy prawnej, czyli po dokonaniu cesji, jest dla operatora klientem nowym. A taki „z urzędu” ani roamingu, ani transmisji danych nie ma i mieć nie będzie. Chyba, że grzecznie zadzwoni i równie grzecznie poprosi. I tutaj logika podpowiada, że skoro firma przez jakiś tam czas owe usługi włączone miała, to i jako „nowy” klient mieć by chciała. Cóż… pomarzyć dobra rzecz…

– OK, nowy, to nowy – wzdycha klient i skrupulatnie klika, i uruchamia to, co już dawno miał kiedyś włączone. – Mus, to mus – myśli, choć gdzieś pod skórą czuje, że wszystko to trochę jest jakby nielogiczne.

I w takim dziwnym przekonaniu żyje do czasu pierwszego rachunku. A może dokładniej – billingu, z którego jasno wynika, że… na półce z gubiącymi się usługami obok roamingu i usług „data” leżą też nielimitowane minuty. Wzięły się i przy cesji zawieruszyły. I znowu trzeba dzwonić, i znowu trzeba uruchamiać… O matko, a nawet o matko i córko…

Lecz nadszedł dzień w którym to klient uznał, że śmieszno to już było, a teraz jest straszno. Bo oto chciał sobie zasilić numer – taki zwyczajny, na kartę. Jak to uczynić wiedział, bo robił to wielokrotnie, pamiętał nawet ciąg znaków wysyłany w SMS-ie. I skrupulatnie wpisał znajome literki i cyferki, i… nic. Nuda, nic się nie dzieje. Jak w polskim filmie…

Dopiero po jakimś czasie telefon zameldował, że… wyczerpał się limit doładowań. Hę?!

Zdziwienie klienta było jeszcze większe, kiedy usłyszał w słuchawce, że limit miał prawo się skończyć, ponieważ wynosił 0 (słownie: zero) złotych. Aż tyle – chciałoby się zażartować, gdyby czas tak bardzo nie gonił, a posiadacz feralnego telefonu nie czekał na doładowanie jak na zbawienie. Zero złotych? Dlaczego? Bo firma jest… nowym klientem. A wtedy z usługi doładowywania nie można korzystać. Będzie to – owszem – możliwe, ale dopiero po trzech miesiącach, a dokładniej trzech opłaconych rachunkach – jak na nowego klienta przystało. A że wspomniany telefon trzeba pilnie doładować? No to klient ma problem. Bo jest jakiś tajemniczy regulamin. A jego trzeba się przecież trzymać, nie?

I tu z pomocą przychodzi na infolinii Pan (choć może była to Pani – przy takiej liczbie rozmów spamiętać tego nie sposób), który z rozbrajającą szczerością przyznaje, że jeśli klient poczeka kilka dni, to skończy mu się okres rozliczeniowy i będzie mógł swego pre-paida doładować.

Klient do końca był dzielny i krawatu nie poluzował, zatem – będąc „klientem niej awanturującym się” – nie zdradził w biurze obsługi, gdzie rozmawiający z nim konsultant będzie za te kilka dni mógł sobie wsadzić to doładowanie.

I gdy już stanął na głowie i numer udało mu się zdalnie doładować, to z dumą pomyślał o tych, którzy to wszystko zaplanowali, regulamin napisali, i w życie skutecznie prowadzili. Z dumą, bo – jako miłośnik polskich filmów – doszedł do wniosku, że mistrz Bareja byłby też byłby z tego wszystkiego dumny. Zachodzi nawet prawdopodobieństwo, że takie żelaznej logiki mógłby nawet operatorowi pozazdrościć…

czytane: 1317

Komentarze

top

Pliki cookies

Serwis wykorzystuje pliki cookies na zasadach określonych w Polityce prywatności, w szczególności w celach personalizacji oraz monitorowania ruchu na stronach serwisu. Możesz określić warunki przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na użycie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.