1180

04.10.2018

Fenda T-360X – czyli lepszy dźwięk z telewizora

Szukając niedrogiego sposobu na poprawę jakości dźwięku z mojego telewizora, trafiłem na ofertę firmy Fenda. To chiński producent głośników i słuchawek, mogący poszczycić się całkiem szerokim portfolio produktów. Zaryzykowałem, i…
… Postanowiłem podzielić się z wami wrażeniami z użytkowania niedrogiego zestawu 2.1 o niezbyt porywającej nazwie T-360X. Pod tym oznaczeniem kryje się soundbar (czyli poziomy głośnik, który możemy ustawić pod lub nad telewizorem), wzbogacony o aktywny subwoofer.

Niestety, nowoczesne, płaskie telewizory – z racji swej konstrukcji – nie mają zbyt porywającego nagłośnienia. Głośniki muszą być małe, by zmieściły się w płaskiej obudowie. A fizyki nie da się oszukać, mały głośnik, jakkolwiek nie byłby zaawansowany technicznie, nie zagra tak, jak jego większy odpowiednik w większej skrzynce. Mój telewizor, choć teoretycznie ma mocne głośniki i (jak to nazwano) dodatkowy głośnik basowy, nie porywa ścieżką dźwiękową. Do obejrzenia wiadomości czy teleturnieju wystarczy, ale oglądając filmy, chciałbym mieć choćby namiastkę kina. A gdy miejsca w pokoju nie ma zbyt wiele – soundbar zdaje się być sensownym wyjściem. To jeszcze nie prawdziwe kino domowe, z sześcioma czy siedmioma głośnikami rozstawionymi w pokoju, ale już coś zdecydowanie lepszego, niż głośniczki telewizora.

Wybór soundbarów jest ogromny – ale mając ograniczony budżet trzeba iść na kompromisy. Pierwszym, który już zauważyliście, jest marka. Fenda Technology nie jest u nas zbyt znanym producentem. Dominują modele popularniejszych marek, ale są zdecydowanie droższe. Produkt mniej znanego producenta wcale nie musi być gorszy, ale pewne ryzyko jest. Na szczęście, zestaw T-360X nie rujnuje domowego budżetu i śmiało można zmierzyć się z ryzykiem.

Konstrukcja i wykonanie

Wykonanie Fenda T-360X nie odbiega od konkurentów. Soundbar ma obudowę z tworzywa, którą po zakupie musimy złożyć z trzech elementów. Montaż jest prosty, a po złożeniu otrzymujemy sztywną, trzymającą się w całości listwę. Ma ona obudowę z tworzywa, a segmenty z głośnikami osłania ładna, metalowa siatka. Boki obudowy zwieńczono błyszczącym, ozdobnym plastikiem, błyszczy się również centralna część soundbara, kryjąca czujnik do pilota i wyświetlacz pokazujący status urządzenia. Oparto go o nieco już zapomniane segmenty LED, przez co jest dobrze widoczny i jasny. I tu mamy pierwszy mankament urządzenia, jaki dostrzegłem: wyświetlacza nie da się wygasić i może on przeszkadzać miłośnikom oglądania w ciemności. Mnie – nie dokuczał aż tak bardzo, niemniej zwracam waszą uwagę na ten detal. Na górze – mamy panel sterujący wykonany z gumy. Przyciski działają jak należy, ale obsługę utrudnia ich mało czytelne oznaczenie i brak podświetlenia. Tu akurat mogłoby się przydać – ale na szczęście mamy też pilota. Niewielki, prosty, nie oszałamiający wyglądem – ale o dobrej ergonomii i niewielkiej wadze. Jest OK.

Subwoofer ma postać solidnej skrzynki z płyt MDF i sprawia korzystne wrażenie. Głośnik zamontowano na jego froncie, zaś otwór bas-refleks (z zaokrąglonym brzegiem, minimalizującym niepożądane zawirowania powietrza), wyprowadzono na bok. Panel zasilająco-sterujący jest z tyłu i nie szpeci urządzenia. Front w większości pokrywa ciemna tkanina, a wieńczy go wstawka z błyszczącego tworzywa.

Instalacja

Instalacja zestawu jest prosta. Soundbar ma wejście optyczne, USB i analogowego audio w postaci minijacka – ale bez obaw, dołączono przejściówkę do przewodu chinch, choć moim zdaniem, mogłaby być dłuższa. W komplecie mamy też drugą przejściówkę – przedłużacz do USB – także nieco zbyt krótki. Wystarczy podpiąć zasilanie do soundbaru i podłączyć źródło – może to być odtwarzacz płyt, telewizor czy dekoder. A jak podłączymy subwoofer? Wystarczy włączyć go do zasilania i uruchomić wraz z soundbarem. Połączą się automatycznie, przez Bluetooth. Brak fizycznego połączenia pomiędzy jednostką centralną a głośnikiem basowym znakomicie ułatwia ustawienie sprzętu! Subwoofer wcale nie musi stać obok telewizora, może go ukryć za firanką czy kanapą. Niskie tony i tak „rozpełzną” się po pomieszczeniu. Musimy jednak pamiętać, żeby wokół głośnika basowego pozostawić trochę pustej przestrzeni, by miał odpowiedni „oddech”.

Bluetoothowe połączenie subwoofera z głównym głośnikiem nie przeszkadza w tym, by wykorzystać Bluetooth także do połączenia Fenda T-360X z kolejnym urządzeniem, np. smartfonem czy komputerem. To opcja dedykowana raczej słuchaniu muzyki – ale o tym za chwilę. Wspomnę jeszcze, że do jakości wykonania zestawu nie mam zastrzeżeń. Rzecz jest ładna, dobrze zmontowana, obudowy nie rezonują. Sam soundbar jest stosunkowo niewielki i niezbyt ciężki, można go zatem powiesić na ścianie – ma otwory mocujące.

Jakość dźwięku

Najważniejsze – jak to gra? Nie będziecie chyba zaskoczeni, gdy powiem, że gorzej, niż porządny system kina domowego. Sęk w tym, że Fenda T-360X kosztuje skromny ułamek ceny zaawansowanego systemu i zajmuje znacznie mniej miejsca, zatem nie powinniśmy w ten sposób porównywać. A czy gra gorzej, niż podobne rozwiązania renomowanych marek?

Przede wszystkim, musimy pamiętać, że to zestaw 2.1, nie możemy zatem oczekiwać przestrzenności dźwięku. Ale okazuje się, że system Fenda T-360X oferuje całkiem przyzwoitą stereofonię, o głębi w zupełności wystarczającej do delektowania się filmowymi wrażeniami. Zestaw gra czysto, zniekształcenia nie pojawiają się nawet na pełnej głośności. Soprany nie są natarczywe, nieco bardziej eksponowane są średnie zakresy pasma, ale ogólnie, dźwięk jest zrównoważony i miły dla ucha. Wszystko to wieńczą basy, podawane sprężyście, ale nie agresywnie, bez dudniącego przebrzmienia.

Moc mogłaby być nieco większa, Fenda T-360X nie oferuje nam trzęsienia ziemi, ale moim zdaniem – z powodzeniem nagłośni 30-metrowy salon. Moc głośnika basowego możemy regulować – ale ja akurat lubię „przytup”, korzystałem raczej z pełni jego sił. Nie zawiodłem się, głośnik nie warczy, co zdarza się często w tańszych systemach. Tu – subwoofer spisuje się należycie i do jakości brzmienia – w odniesieniu do ceny urządzenia – nie mam żadnych zastrzeżeń. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jestem lekko zaskoczony, bo spodziewałem się słabszych rezultatów.

Naturalnie, nie jest to jakość porównywalna z zestawami kosztującymi 4-5 razy więcej, ale wydawszy na T-360X niecałe 500 złotych na pewno nie będziemy rozczarowani. Nie wszystko jest jednak idealne – dopatrzyłem się pewnej cechy, która wytrawnym kinomanom może przeszkadzać. Mowa o opóźnieniu dźwięku w stosunku do tego, co widzimy na ekranie. Jeśli korzystamy z połączenia optycznego (które zdecydowanie polecam) lub RCA/jack, opóźnienie dźwięku względem obrazu na telewizorze jest niezauważalne. Gdyby zaprząc tu jakiś sprzęt pomiarowy, może coś udałoby się wykazać, ale przeciętny widz – naprawdę tego nie dostrzeże. Wypróbowałem na całej rodzinie i kilkunastu znajomych. Nikt nie wskazał tego mankamentu.

Sprawa zmienia się, gdy podłączymy telewizor przez Bluetooth. Tu – z racji stosowanej technologii – opóźnienie jest już wyraźne i jeśli nasz telewizor czy dekoder nie ma możliwości regulacji tego parametru, będzie problem. O ile przy słuchaniu muzyki nie będzie nam to przeszkadzać, o tyle, gdy dźwiękowi towarzyszy obraz na ekranie – już niestety tak. Dlatego radzę – lepiej jednak kabelkiem… A Bluetooth pozostawmy muzyce. Co ciekawe – choć głośnik basowy również korzysta z Bluetooth, w jego przypadku opóźnienie dźwięku nie dokucza… Ale może to wynikać ze specyfiki niższych tonów.

Zalety i wady

Czy jestem zadowolony z posiadania Fenda T-360X? Biorąc pod uwagę cenę urządzenia, wynoszącą obecnie ok. 480 złotych – zdecydowanie tak. Nie oczekiwałem zbyt wiele, ale okazało się, że stosunkowo niewielkim kosztem znacząco poprawiłem dźwięk mojego telewizora. Brzmieniowo i jakościowo, Fenda T-360X nie ustępuje znacząco nawet droższym konkurentom, choć oczywiście kilka niedociągnięć tu będzie. Moc mogłaby być wyższa, a przy połączeniu Bluetooth widać wyraźne opóźnienie dźwięku względem obrazu, zatem lepiej nie korzystać z tego typu połączenia przy oglądaniu TV.

Na szczęście sprzęt rekompensuje tą niedogodność obecnością gniazda optycznego. Doskonałym pomysłem jest bezprzewodowy subwoofer, dający sporą swobodę w ustawieniu sprzętu. Można pochwalić prostotę instalacji i obsługi, ale z drugiej strony, można narzekać na zbyt jasny wyświetlacz na przednim panelu i nieporęczne klawisze ponad nim. Dodawane do kompletu przejściówki mogłyby być jeszcze dłuższe – ale wolę, żeby producent oszczędził na nich, niż na dźwięku. A ten jest po prostu przyzwoity, a co najistotniejsze – o niebo lepszy, niż ten z głośniczków telewizora. I o to chodziło!

Dane techniczne:
Moc wyjściowa: 80 W (RMS)
Głośniki (soundbar): 4×2,25″ pełnozakresowe
Głośniki (subwoofer): 1×8″+bassrefleks
Pasmo przenoszenia (soundbar): 130 Hz-20 kHz
Pasmo przenoszenia (subwoofer): 20 Hz-120 Hz
Stosunek sygnał/szum: ponad 70 dB
Separacja: ponad 40 dB
Wymiary (soundbar): 350 x 270 x 330 mm
Wymiary (subwoofer): 980 x 55 x 69.9 mm

źródło: materiał własny
czytane: 1181

audioBluetoothbrzmieniedźwiękFendagłośnikgłośnik Bluetoothgłośnik btgłośnikikino domowesoundbar

Komentarze

top

Pliki cookies

Serwis wykorzystuje pliki cookies na zasadach określonych w Polityce prywatności, w szczególności w celach personalizacji oraz monitorowania ruchu na stronach serwisu. Możesz określić warunki przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na użycie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.