2021

10.10.2015

M-LIFE ML0655: Router ze wszech miar przydatny

Mały, poręczny i w zasadzie niezawodny – mobilny router M-LIFE ML0655 od jakiegoś czasu jest moim nieocenionym przyjacielem. To router ze wszech miar przydatny. Wszędzie gdzie trzeba razem jeździmy, on udostępnia mi internet (zazwyczaj w technologii LTE), a ja dobrze o nim mówię. A czasem nawet piszę…

Router M-LIFE ML0655

Wszyscy, którzy choć raz pracowali zdalnie, czyli swoje biuro musieli uruchomić gdzieś „w terenie”, z pewnością zgodzą się ze mną, że dostęp do internetu jest sprawą kluczową. I jeśli trafimy do jakiegoś hotelu, to zazwyczaj problemów nie będzie, bo znajdziemy tam zapewne jakieś Wi-Fi. Choć nie zawsze będzie ono bezpłatne, a i jego uruchomienie może nastręczać pewnych trudności. No bo trzeba znaleźć kogoś, kto zna hasło! Może pani lub pan pracujący w recepcji? Rozwiązanie tyleż oczywiste, co nie zawsze realne.

A jeśli wspomniane biuro trzeba rozłożyć w zupełnie innym miejscu? Dajmy na to w wizytowanym biurze, zaprzyjaźnionym domu kultury, ewentualnie w odwiedzanej redakcji? Tudzież po prostu – u kogoś w domu? Znowu mogą się pojawić kłopoty, ponieważ trzeba „wyżebrać” hasło do internetu. Dobrze, że nie musimy już – jak to parę lat temu bywało – mordować się z kablem, tylko wszystko odbywa się bezprzewodowo…

Jednak trudno się chyba nie zgodzić ze stwierdzeniem, że antidotum na wszelkie tego typu bolączki zdaje się być własny przenośny dostęp do internetu. A taki może zapewnić posiadanie choćby tytułowego routera z logo M-LIFE.

Router M-LIFE ML0655.

W czasach, gdy w moim plecaku ML0655 nie miał stałego miejsca, rolę routerów musiały pełnić przeróżne telefony. Szło im różnie – czasem dawały radę, czasem tylko podnosiły mi ciśnienie, kiedy nie chciały ze mną współpracować. A może nie tyle ze mną, co z moim komputerem lub telefonem. We współczesnych smartfonach jest wprawdzie funkcja tethering, czyli możliwość uczynienia z nich przenośnego routera, ale teoria – jak to zwykle bywa – rozmija się z praktyką: urządzenia potrafią swój sygnał udostępnić, ale komputer już nie zawsze go widzi. Kilka razy zdarzyło mi się, że dostęp do internetu miałem, ale… ograniczony (mogłem się poruszać tylko w ramach sieci wewnętrznej – czyli widziałem swój komputer i telefon będący routerem).

Trzeba też pamiętać, że takie rozwiązanie powodowało szybkie wyczerpywanie się baterii w smartfonie. Owszem, komórkę mogłem w tym czasie ładować, ale to powodowało konieczność użycia kabla zasilającego, poza tym odbijało się to także niekorzystnie na trwałości akumulatora. Generalnie – wiele kłopotów, a mało pożytku…

Czasy, gdy w moim plecaku na stałe zagościł ML0655 to – w pewnym sensie – zupełnie inna epoka. Hasło promowane niegdyś przez jednego z operatorów „Internet jest wszędzie” nabrało innego znaczenia. I nie mam tu na myśli sytuacji, kiedy to czasem – zwijając swoje mobilne biuro – zapominałem wyłączyć routerka, co z kolei skutkowało tym, że przez resztę dnia (lub przynajmniej przez kilka bądź kilkanaście godzin) chodziłem z uruchomionym urządzeniem, powodując, że faktycznie internet był wszędzie… tam, gdzie ja. Choć – mam nadzieję – nie dla wszystkich, wszak generowany przeze mnie dostęp do Globalnej Sieci zabezpieczony był wymyślonym i mam nadzieję skomplikowanym hasłem.

Pisząc „inna epoka” miałem na myśli to, że faktycznie internet miałem wszędzie. Rzecz jasna wtedy, kiedy na wysokości zadania stawał mój operator i obok kilku kresek zasięgu, na ekraniku routera widziałem także ikonkę 4G. Być może poruszałem się po takich a nie innych miejscowościach, a może po prostu miałem odrobinę szczęścia, ale rzadko się zdarzało, aby wspomnianych kresek i symboli oznaczających, że jestem w zasięgu sieci LTE nie było.

Pozwalało mi to na szybką i komfortową pracę. W takich okolicznościach różnicy pomiędzy pracą zdalną, a taką klasyczną – w biurze – w zasadzie nie widziałem. Komputer, a nawet komputery, jak również kilka (testowanych zazwyczaj na potrzeby portalu mGSM.pl) smartfonów łączyło się z routerem bez najmniejszych problemów. Urządzenia szybko meldowały o znalezieniu nowej sieci, a po wpisaniu hasła – błyskawicznie łączyły się z „pudełkiem z internetem”.

I tu mała ciekawostka – jeśli tylko zaznaczyłem odpowiednią opcję w panelu zarządzania routera, to wspomniane hasło mogłem zobaczyć na ekranie urządzenia. To tak na wypadek, gdybym miał go kiedyś niespodziewanie zapomnieć 😉

Na wyświetlaczu mogłem także odczytać m.in. informacje o zasięgu i rodzaju sieci, liczbie osób zalogowanych do Wi-Fi, poziom naładowania akumulatora i liczbę ewentualnych nieodczytanych wiadomości. A… byłbym zapomniał – miałem również licznik przetransferowanych gigabajtów.

Router M-LIFE 4G

Teoretycznie mógłbym tutaj ponarzekać na to, że w jednym momencie do routera mogłem podłączyć jedynie 10 urządzeń. Owszem, gdybym się bardzo postarał, to pewnie taką liczbę bym przekroczył, ale wtedy wszyscy donownicy musieliby podłączyć do internetu niemal wszystko to, co mają. Summa summarum nie zdarzyło się chyba, abym na ekranie widział, że net z tego magicznego pudełeczka ciągnie więcej niż 7 urządzeń. Zgadza się, dalibyśmy radę zalogować więcej, ale… jak sobie pomyślałem, że trzeba pochodzić po mieszkaniu i urządzenia skompletować… a – jak znam życie wcześniej więcej niż połowę naładować…

Pozostałem zatem przy odczuciach, że M-LIFE to bardzo wygodne i sprawnie działające urządzenie. I że wszystko funkcjonowało w nim bez najmniejszych zarzutów. Jako użytkownik testowanego sprzętu z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że M-LIFE ML0655 to router ze wszech miar przydatny. Polecam go także dlatego, że kłopotów nie sprawiło mi ani jego użytkowanie, ani konfiguracja.

Wszystko widziałem w panelu dostepnym po zalogowaniu się w przeglądarce internetowej na adres 192.168.0.1. Zasięg, profil dostępu do internetu, ustawienia sieci Wi-Fi i DHCP, wiadomości, licznik danych… czego tam nie było. Lecz grzebać, to tam nie grzebałem, bo nie było po co. Wszystko samo się ustawiło. Router dla blondyna? No to dobrze trafiłem 😉

No i na koniec to, na co pewnie część z czytelników czeka z utęsknieniem – ja też spisywała się bateria… Przyzwoicie. Zdarzało się, że po skończonych zajęciach (powiedzmy około godziny 14), odpinałem router od komputera służącego za ładowarkę i pakowałem go do plecaka, a telefon do kieszeni. I dopiero późnym wieczorem orientowałem się, że nie korzystam z domowego Fritza!, tylko cały czas z przenośnego ML0655, który pokazywał jeszcze… nieco mniej niż połowę baterii. I trochę miałem wyrzuty sumienia, że on tak samotnie w tym plecaku, a ja na smartfonach tak niemiłosiernie go eksploatowałem… Ale przecież dobrze o nim piszę, więc chyba mi wybaczy…

Specyfikacja techniczna:

  • Obsługa połączeń: TD LTE, FDD LTE, DC HSPA+, HSPA+ HSPA, UMTS, EDGE, GPRS (LTE – DL 100 Mbps, UL 50 Mbps; HSUPA 3GPP R6 – DL 7,2 Mbps, UL 5,76 Mbps; HSDPA 3GPP R5 – DL 3,6 Mbps, UL 384 kbps; UMTS 3GPP R5 – DL 384 kbps, UL 384 kbps; EDGE EGPRS Class 12 – DL 237 kbps, UL 118 Kbps; GPRS GPRS Class 12 – DL 85,6 kbps, UL 42,8 kbps)
  • Wymiary: 96x59x14 mm
  • Wi-Fi: IEEE 802.11b/g/n; do 10 urządzeń bezprzewodowych jednocześnie; bezpieczeństwo: WPA2 PSK, WPA PSK, WEP (128/64)
  • Akumulator: 2000 mAh (5,8 Wh)
  • Inne: microUSB (umożliwiający ładowanie urządzenia), gniazdo kart microSD (max. 32 GB)
czytane: 2022

2G3G4GEDGEGPRSinternetLTEm-liferoutertetheringUMTS

Komentarze

top

Pliki cookies

Serwis wykorzystuje pliki cookies na zasadach określonych w Polityce prywatności, w szczególności w celach personalizacji oraz monitorowania ruchu na stronach serwisu. Możesz określić warunki przechowywania i uzyskiwania dostępu do plików cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na użycie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.