Quantcast

adplus-dvertising
Strona główna » ciekawostki » Transrapid Shanghaj: Maglev’em po Chinach

25.11.2015

Transrapid Shanghaj: Maglev’em po Chinach

Przeglądający moje recenzje na mGSM.pl wiedzą być może, że cierpię na łagodną odmianę „pociągu do kolei”. Lubię jeździć koleją, lubię oglądać potężne maszyny, lubię wsłuchiwać się w stukot kół… Ale to, czego doświadczyłem podczas ostatniej podróży do Chin, przyćmiewa wszystko, co dotąd widziałem. Powiem krótko: Jechałem Maglev’em!

Niezorientowanym w tematyce kolejowej wyjaśniam, że Maglev to typ szybkiego pociągu. W odróżnieniu od tradycyjnych kolei, Maglev nie porusza się po zwykłych torach, ale po magnetycznej poduszce. Taki pociąg jest niesamowicie drogi – budowa dość krótkiej, 30,5-kilometrowej trasy kosztowała chiński rząd 2 miliardy euro i trwała 2,5 roku. Czy było warto? Jeśli weźmiemy pod uwagę wykorzystanie linii i jej zdolności przewozowe – raczej nie. Pociągi jeżdżą pustawe, nawet w godzinach szczytu trudno mówić o tłoku. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę przyjemność, jaką daje jazda oraz korzyści wizerunkowe – można ostrożnie założyć, że wydatek jednak się opłacił. Szanghaj jest pierwszym miastem na świecie, które ma normalnie, rozkładowo działającą magnetyczną kolej. Chyba jest się czym chwalić.

Pociąg Transrapid Shanghaj

Pociąg Transrapid Shanghaj

Dwa słowa o samym pociągu. Torowisko – to betonowa konstrukcja, w której zamocowane są magnesy unoszące wagony i zapewniające ich ruch. Sam pociąg (dostarczony przez Siemensa) wygląda właściwie jak każda inna szybka kolejka – ma opływowy kształt, a najbardziej dostrzegalną różnicą jest to, że porusza się nisko nad powierzchnią i nie ma widocznych kół… Szanghajski Maglev – zwany Transrapid Szanghaj – łączy miejski dworzec Longyang Road z podmiejskim lotniskiem Pudong. Długość dwutorowej trasy to nieco ponad 30 kilometrów, a czas jazdy nie przekracza ośmiu minut. Jeśli udajemy się z Szanghaju na lotnisko – skorzystanie z Transrapid Szanghaj może być dobrym pomysłem – równoległa do trasy autostrada często bywa zakorkowana. Pociąg w godzinach szczytu osiąga prędkość ok. 300 km/h, zaś poza nimi – ponad 430 km/h. To jednak nie jest szczyt jego możliwości – podczas testów przekroczył barierę 500 km/h.

Czoło Transrapid Shanghaj

Czoło, a właściwie teraz to już tył pociągu Transrapid Shanghaj

Jak wygląda podróż? Dworzec Transrapid Szanghaj wygląda identycznie, jak w przypadku zwykłej kolei. No, może jest czyściej niż u nas, ale to akurat żaden wyczyn. Różnice zaczynają się po przejściu linii kas. Za nimi napotykamy stanowisko kontroli, podobne do tego na lotnisku. Nasz bagaż musi przejechać przez rentgenowską bramkę, a my sami przechodzimy prze wykrywacz metali. Wygląda groźnie, ale odniosłem wrażenie, że kontrolujący wszystko strażnicy są mniej skrupulatni, niż ci z szanghajskiego lotniska. Potem możemy już zejść na peron. Torowisko jest ogrodzone szklaną taflą – a zatem musimy ustawić się w wyznaczonym miejscu – przy jednej z kilku bramek. Gdy pociąg nadjedzie, drzwi znajdą się dokładnie na wprost owej bramki.

Pociąg wjeżdża na peron...

Pociąg wjeżdża na peron…

Precyzja hamowania pociągu zadziwia – bramka ma w zasadzie taką samą szerokość jak drzwi – a otwory praktycznie się pokrywają co do centymetra. W tym miejscu z rozrzewnieniem wspomniałem pogonie za wagonami wzdłuż peronów Centralnego… Sektor 2, Sektor 3, co za różnica…? W Transrapid Szanghaj nie ma miejsca na takie fuszerki! Wsiadając do pociągu liczyłem na niesamowite doznania, na coś, co zapamiętam na długo… A tu niespodzianka! Najbardziej zapamiętałem obowiązujący na dworcach i pociągu zakaz fotografowania, konsekwentnie egzekwowany przez miłego, acz stanowczego konduktora. Dlatego towarzyszące wpisowi zdjęcia są, jakie są. Niemal szpiegowskie 😉

Próbuję zrobić selfie, ekipa TV próbuje nagrywać...

Próbuję zrobić selfie, ekipa TV próbuje nagrywać…

Sama jazda – to właściwie nic wielkiego, choć z drugiej strony – ogromne COŚ. Prędkości właściwie nie czuć. Pociąg porusza się cicho, aksamitnie, gładko przyspiesza i tak samo hamuje. Wrażenia – bardziej przypominają samolot niż nasze zasłużone, tfu! wysłużone EN57. Nasza podróż Transrapid Szanghaj – pechowo – wypadła już po zmroku, zatem zabrakło mi błyskawicznie przesuwającego się krajobrazu za oknami. Widziałem jedynie światła aut wyprzedzanych na równolegle biegnącej autostradzie. Siedzenia są dość twarde, ale w miarę wygodne. Mowa oczywiście o klasie ekonomicznej, bowiem w VIP fotele są większe, wygodniejsze i pokryte skórą. Wnętrze wagonów Transrapid Szanghaj jest dość chłodne, ascetyczne, a wrażenie sterylności potęguje błękitne, „ambientowe” podświetlenie paneli między oknami. Podróż trwała kilka minut, zatem – wybaczcie – nie czułem potrzeby skorzystania z toalety. Nawet z ciekawości.  Zakładam jednak, że ta była równie czysta i sterylna, jak reszta przestrzeni pasażerskiej.

Wnętrze Transrapid Shanghaj

Wnętrze Transrapid Shanghaj

Jak wspomniałem – w Transrapid Szanghaj nie czujemy, że mkniemy 300 km/h. Chińczycy zadbali jednak, abyśmy wiedzieli, że korzystamy z supernowoczesnej kolei. W każdym kilkunastoosobowym przedziale znajduje się wyświetlacz, pokazujący aktualną prędkość. Gdyby nie on – uznałbym, że jadę zwykłym, komfortowym pociągiem poruszającym się trzy razy wolniej. Po krótkiej podróży wysiadamy na drugiej stacji – czyli dworcu przy lotnisku. Znów podobne bramki, idealnie zgrane z drzwiami wagonu, znów czysty peron bez zapachu mieszanki moczu i smaru… Ruchome schody – i już jesteśmy na lotnisku. Wygodnie, przyjemnie… ale jak dla mnie zbyt szybko. Chętnie przejechałbym się jeszcze kilka razy 😉

Jedziemy 301 km/h

Jedziemy 301 km/h

Ile kosztuje taka przyjemność? Pojedynczy bilet w jedną stronę, np. na lotnisko – to 50 juanów, czyli jakieś 32 zł. Jeśli okażemy bilet lotniczy, zapłacimy o 10 juanów mniej, czyli 25 zł. Bilet w I klasie, zwany VIP, kosztuje 100 juanów, czyli 63 zł. Jeśli odprowadzamy kogoś na lotnisko lub chcemy się po prostu przejechać tam i z powrotem, możemy nabyć bilet „Round Trip” – za 80 albo 160 juanów. Tanio nie jest, ale z drugiej strony, ceny nie odstraszają. Za taksówkę zapłacilibyśmy więcej, a przyjemność z jazdy – nieporównywalna. Pomijam już sam czas przejazdu i komfort – chodzi o samą możliwość skorzystania z jedynego takiego pociągu na świecie. A ta – jest bezcenna, podobnie, jak reszta naszych wspomnień.

Jadę Maglev'em

Jadę Maglev’em

Dla kontrastu, kilkanaście godzin później byłem zmuszony skorzystać z naszej tradycyjnej kolei. Za bilet z Warszawy do Łodzi zapłaciłem 25 zł, a jechałem ponad dwie godziny. Siedziałem w zatłoczonym wagonie wykończonym przytulnymi imitacjami drewna, wyprodukowanym w… 1984 roku (specjalnie sprawdziłem). Czułem każdą zwrotnicę, każde połączenie szyn, każdy ruch nastawnika w kabinie maszynisty. Do tego ten niepowtarzalny „aromat” i klimat PKP. Uruchomiłem przeglądarkę zdjęć w telefonie i wspominając niedawną podróż wyobrażałem sobie, jak cudowna byłaby podróż Maglev’em na takiej trasie… Choć bywam czasem optymistą, nie wierzę w to, by taka kolej kiedykolwiek połączyła dwa „zaprzyjaźnione” polskie grody. Ale po cichu liczę, że już za parę lat na torach między Łodzią a Stolicą pojawi się Pendolino… Albo chociaż Dart…

Elfy, Darty

Elfy i Darty w służbie SKM. Kiedy w IC do Łodzi?!

źródło: mat. wł.
czytane: 3064

Chinypodróże

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top