Quantcast

adplus-dvertising
Strona główna » felietony » Jesienne nowości Apple – moja refleksja

08.09.2016

Jesienne nowości Apple – moja refleksja

Zarzekałem się, że nie skomentuję ostatniej konferencji Apple – ale nie wytrzymałem. Pozwólcie zatem, że podzielę się z wami moimi osobistymi przemyśleniami…

O samych urządzeniach nie będę tu pisał. Relację z konferencji, a także opisy sprzętów znajdziecie na mGSM.pl – choćby tutaj czy tu. Chciałbym skupić się mniej na technikaliach, a więcej na całej otoczce.

Konferencja niestety mnie rozczarowała. Była nudnawa, prelegenci „drewniani” i bez polotu czy humoru. Wstawka ze śpiewającym i dowcipkującym Timem Cookiem niczego  nie poprawiła – całość była zagrana zbyt sztucznie. W tej chwili niekwestionowanym mistrzem prezentacji jest Richard Yu z Huaweia, od którego Cooka dzieli przepaść. O porównywanie Cooka z Jobsem nawet się nie pokuszę… Dość powiedzieć, że o ile kiedyś oglądałem prezentacje Apple z zaciekawieniem i jakąś dziwną ekscytacją, o tyle na ostatnich – raczej poziewuję i oglądam je tylko z obowiązku. Prezentacja nie jest jednak tak ważna, jak sam sprzęt. Apple pokazało nam nowe, ciekawe urządzenia. Tak, iPhone 7, zwłaszcza w niepraktycznej, ale pięknej błyszczącej czerni naprawdę mi się podoba.

Uważam, że Apple pokazało nam dobre, świetnie przygotowane, kompletne smartfony. Niczego im nie brakuje – ale czy to wystarczy, bym pobiegł do sklepu…?  Sporą zaporę stanowi cena… Tyle, że dla nas, Polaków. W przeważającej części jesteśmy po prostu zbyt biedni, a ci, których jakimś cudem, pomimo wysiłków kolejnych rządów mogą sobie pozwolić na zakup czegokolwiek z jabłuszkiem, traktują te sprzęty niemal jako dobra luksusowe. A tymczasem – wcale tak nie jest. iPhone nie jest ani znacząco droższy, ani znacząco lepszy od innych smartfonów wyższej klasy. Zgoda, iPhone nie jest sprzętem budżetowym – ale przypomnijcie sobie, ile kosztował Samsung Galaxy Note 7, nim wybuchła 😉 afera bateryjna…

Nie uważam, by iPhone zasługiwał na falę hejtu, jaka leci pod jego adresem ze strony internatów, stukających mozolnie literki na swych smartfonach „za złotówkę”. Z drugiej strony, nie uważam także, by zasługiwał na uwielbienie, podziw i wycieczki do Niemiec, by mieć go miesiąc przez znajomymi. Ot, to po prostu kolejny fajny, dobry telefon. Bez dorabiania ideologii, bez zbędnego hejtowania, sądzę, że Apple pokazało naprawdę fajny sprzęt.  To nic, że iPhone 7 ma wyświetlacz znacznie gorszy, niż mój Galaxy. To nic, że ma mniej RAM-u od myPhone, którego właśnie testuję. Dla mnie liczy się to, że iPhone po roku wciąż będzie „chodził” jak nowy. Że nie będę musiał głowić się, jak zrobić to, czy tamto. Że nie będę musiał”uczyć” się kolejnej nakładki na system, którą wprowadził producent, by choć trochę różnić się od konkurencji. Wiem, że nawet, kiedy sięgnę po moją starą „piątkę” – wciąż będzie działać i mnie nie zawiedzie.

DSC08476

Powiecie, że jestem fanbojem Apple… Ale nie. Wystarczy spojrzeć na moje biurko – pomieszanie z poplątaniem 😉 Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że od dawna nie korzystam z iPhone. Tak się potoczyło, operator nie chciał zejść z ceny, a szef nie podniósł poprzeczki – i skończyłem w świecie Androida. Nie narzekam. Mam świetny smartfon od Samsunga i cieszę się z niego każdego dnia. Doceniam ekran, do którego ten z iPhona nie próbuje nawet dorównać, cieszę się z fantastycznych zdjęć i filmów, przywykłem do braku gniazdka na microSD…. niczym „ajfonowiec”. I powiem wam, że choć Apple strasznie mnie wkurza, gdyby nawiedziła mnie nagła kasa z nieba czy większa przychylność szefa – chętnie wróciłbym do iPhone. Bo jest równy. Nie jest ani lepszy, ani gorszy od konkurentów, nie czuję, by dodawał mi splendoru – ale jest w nim coś takiego, co sprawia, że choć przez jakiś czas chce się go mieć i używać. Właśnie! U Ż Y W A Ć. Po to jest smartfon. Nie do szpanowanie, nie do podziwiania, ale do używania. A ja – telefony traktuję „z buta”. Nie tylko te testowe, ale wszystkie. Ze smartfonu korzystam często i intensywnie. Baterie ładuję kilka razy dziennie. Nie uznaję pokrowców czy folijek. Trzaskam zdjęcia, instaluję i usuwam po kilka aplikacji dziennie. I coś wam powiem… Tylko iPhone znosi to na tyle dobrze, że wytrwa przy mnie dwa lata, a nawet dłużej.

Jestem w o tyle szczęśliwej sytuacji, że nie cierpię na niedostatek smartfonów. Gdy jakiś zacznie „zdychać”, zawsze mogę sięgnąć po inny. A gdy już wszystkie wykończę, czeka na mnie stary, niemodny, totalnie już passe iPhone z kilku generacji wstecz. Ale gdybym musiał kupić telefon na dłużej, za własne, ciężko zarobione pieniądze, wybrałbym iPhone. Niekoniecznie najnowszego, niekoniecznie z plusem, niekoniecznie za gotówkę… Ale jednak jabłko. I to właśnie sedno moich przemyśleń. Apple nie warto kochać, nie warto podniecać się kolejną premierą – ale sprzęt robią dobrze.

Jeśli jeszcze nie usnęliście,  jeszcze kilka moich subiektywnych przemyśleń odnośnie sprzętu. Apple Watch. Niezbyt ładny, ale w sumie… czemu nie.  Gdybym miał iPhone, zapewne miałbym też Apple Watcha, bowiem zegarki z Androidem współpracują z Apple tak sobie – a ja nie lubię kompromisów. iPhone 7 – spoko, ale za mały, pozostaje plus i na nim się skupię. Wygląd – może być, nie porwał mnie tak, jak kiedyś iPhone 4. Na temat „performęsu” nie mogę się ostatecznie wypowiedzieć, ale zakładam, że wszystko „chodzi” jak należy. Podwójny aparat? Zwyczajnie nie wierzę, że iPhone 7 robi lepsze zdjęcia niż mój Samsung – ale może się pozytywnie rozczaruję. Na pewno sporym plusem Plusa jest dodatkowy obiektyw szerokokątny. Mam nadzieję, że niebawem będę mógł go wypróbować.  Apple wkurzyło mnie usunięciem słuchawkowego jacka. OK, i tak używam słuchawek Bluetooth, ale mam też dobre, kabelkowe. I w co sobie je wetknę? W cholerną przejściówkę uniemożliwiającą ładowanie podczas słuchania?! Ech, żeby chociaż obudowa telefonu stała się cieńsza – ale nie, jest tak, jak w „szóstkach z esem”. Więc po co to? Żebyśmy kupili dedykowane akcesoria i dodatkowo wspomogli kalifornijskiego giganta? Pewnie o to chodzi, bo nie o wygodę…

A skoro o wygodzie mowa – to nowych słuchawek AirPods na pewno nie kupię. Niechby nawet grały jak marzenie… Nie – i już przypominają AirBuds, czyli zapewne są koszmarnie niewygodne i będą wypadać z mojego ucha. OK, są ładne, może i praktyczne – ale pewnie co chwilę musiałbym je wciskać z powrotem do ucha. Wolę wydać te 160 dolcarów na porządniejsze nauszniki… Podejrzewam, że to właśnie AirPods są głównym powodem zniknięcia minijacka z iPhone. Zatem, tym bardziej rośnie we mnie przekora…

Na koniec jeszcze kilka przemyśleń z dzisiejszego ranka, kiedy to przygotowywałem opis nowości Apple na mGSM, zaś Jacek z mozołem tworzył karty do katalogu. Nic mnie tak nie wkurza w Apple, jak brak porządnej informacji. Ile iPhone ma RAM-u? Nie dowiecie się tego ze stron Apple. Czy AirPods korzystają z Bluetooth? Też nie wiadomo! Zoom optyczny? Czy „a’la optyczny”? Jaki jest rozmiar matrycy aparatu iPhone? Nie dowiemy się byt łatwo… Apple najwyraźniej uznaje, że nie są to cechy ważne dla przeciętnego nabywcy, bowiem liczy się to, o czym piszę powyżej. Rozumiem to podejście, ale go nie lubię. Informacja powinna być pełna, a niezainteresowany może po prostu do niej nie zajrzeć. Liczyłem, że za rządów Cooka coś się zmieni, wszak mniej w nim wizjonera, więcej inżyniera. A tu figa. Ale iPhone 7 i tak mi się podoba. Bez względu na to, jak bardzo wkurza mnie samo Apple oraz jego internetowi hejterzy i „loversi”.

Jestem pewien, że nowe zabawki Apple sprzedadzą się jak ciepłe bułeczki, a firma zanotuje kolejny sukces. Co więcej, myślę, że kolejny iPhone też będzie sukcesem. I kolejny, i kolejny… I na tym polega ta magia, której w Apple niby mniej – a jednak nadal działa.

 

 

 

 

 

źródło: mat. wł.
czytane: 2174

applehejtiPhonepremieraSamsung

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top