Quantcast

adplus-dvertising
Strona główna » recenzje » Baseus Bowie M2 – recenzja słuchawek TWS

06.06.2022

Baseus Bowie M2 – recenzja słuchawek TWS

Firmę Baseus kojarzyłem dotąd z ciekawymi akcesoriami oraz ładowarkami do smartfonów. Okazało się, że ten coraz popularniejszy w Polsce chiński producent ma w swym portfolio również słuchawki. Postanowiłem je wypróbować i zapraszam was na recenzję słuchawek Baseus Bowie M2.

Opakowanie na zachętę

Słuchawki Baseus Bowie M2 nie należą do najtańszych na rynku, ale obiecują wiele. Mają układ aktywnej redukcji szumów otoczenia, a do tego – mają się szybko ładować. Z całą pewnością nie mamy do czynienia z produktem budżetowym, co zdradza już nawet opakowanie. Zestaw opakowano nader estetycznie w sztywny kartonik. Poza samymi słuchawkami w ładującym puzderku, komplet obejmuje również przewód USB-C do ładowania zestawu, a także wymienne końcówki ze silikonu. W dodatkowej kieszonce pod plastikową przekładką znajdziemy ich dwa dodatkowe rozmiary – czyli wraz z założonymi fabrycznie na słuchawki mamy do wyboru trzy wersje. Podejrzewam, że średnie będą odpowiednie dla sporej większości użytkowników. Dla mnie – okazały się akuratne, zatem nawet nie próbowałem przymierzać pozostałych. Sprawdziłem jedynie, że ich wymiana jest szybka i łatwa – a po założeniu pewnie trzymają się na swym miejscu. W zestawie znalazłem jeszcze miłą niespodziankę – choć słuchawki przybyły do mnie wprost z Dalekiego Wschodu, w opakowaniu była instrukcja po polsku. To dowód, że Baseus poważnie traktuje nabywców z naszego kraju.

Dwa kolory, dobry wygląd

Pokrowiec słuchawek ma prosty kształt i wygląda dość skromnie. Z jednej strony pudełeczka mamy wcięcie ułatwiające jego otwieranie, a także diodę sygnalizującą ładowanie. Po przeciwnej stronie zobaczymy natomiast dyskretne logo oraz klawisz przywracania ustawień fabrycznych. By zresetować słuchawki, należy go przytrzymać 5 sekund. Na dole futerału ładującego umieszczono natomiast port USB-C z błyszczącym obramowaniem i charakterystycznym, pomarańczowym wnętrzem. Pomarańczowe, delikatne akcenty zobaczymy także na silikonowych nakładkach dousznych.

Słuchawki (jak i pokrowiec) można mieć w kolorze czarnym lub białym. Bez względu na to, jaki wariant wybierzemy, na przedłużonej końcówce obudowy zobaczymy srebrzyste zdobienie, dodające słuchawkom eleganckiego wyglądu z powiewem premium. Pod tym metalicznym zdobieniem mamy dotykowe panele sterujące. Jakość wykonania stoi na wysokim poziomie, sprzęt wygląda bardzo porządnie. Konstrukcję zganiłbym jedynie na zbyt dyskretne oznaczenie stron słuchawek – ale i bez niego, już po otwarciu opakowania możemy zorientować się, która jest prawa, a która lewa. Nawet, jeśli uprzemy się i założymy je odwrotnie, od razu to poczujemy – obudowy ukształtowano tak, aby nie było wątpliwości.

Łatwe sterowanie

Parowanie słuchawek jest łatwe. Wystarczy wyjąć je z pokrowca, by przy pierwszym uruchomieniu od razu weszły w tryb parowania. Pozostaje je wyszukać w telefonie – i gotowe. Słuchawkami Baseus Bowie M2 sterujemy w typowy sposób – za pomocą paneli dotykowych umieszczonych w wydłużonych „nóżkach” każdej z nich. Panele dotykowe działają poprawnie, ale oczywiście doświadczyłem typowego „zachowania” TWS. Po każdym dotknięciu słuchawki, muszę ją poprawić w uchu. Z tego też względu, muzyką czy głośnością wolałem sterować z telefonu, ograniczając dotykanie słuchaweczek do minimum. Zaznaczę, że to typowa przypadłość każdych słuchawek sterowanych dotykiem – nie tylko tych.

Baseus rozwiązał za to odwieczny problem, który dokuczał mi przy użytkowaniu wielu słuchawek takiej konstrukcji… Już nie muszę pamiętać, w której słuchawce umieszczono panel dotykowy! Jest w obu, a do tego – podstawowe sekwencje w obu działają w ten sam sposób. To świetne rozwiązanie, które z miejsca polubiłem. Teraz pozostaje jedynie zapamiętać sekwencje dotknięć:

  • pojedyncze stuknięcie pauzuje i wznawia odtwarzanie,
  • dłuższe dotknięcie prawej słuchawki zmienia utwór do przodu,
  • dłuższe dotknięcie lewej słuchawki – powrót do poprzedniego utworu,
  • trzy stuknięcia aktywują asystenta głosowego (w domyśle – Google) lub uruchomić tryb mniejszego opóźnienia,
  • dwa stuknięcia dowolnej słuchawki pozwolą odebrać połączenie w chwili jego nadejścia,
  • a dłuższe przytrzymanie – zapewni jego odrzucenie.
  • Wyjęcie dowolnej słuchawki z ucha – wstrzymuje odtwarzanie,
  • po włożeniu do pokrowca – słuchawki wyłączają się.

Za pomocą panelu dotykowego możemy także sterować aktywną redukcją szumów otoczenia. Robimy to za pomocą dwukrotnego stuknięcia w obudowę którejkolwiek słuchaweczki. Przełączanie odbywa się sekwencyjnie: ANC wyłączona, ANC w trybie normalnym – ANC w trybie „przezroczystości”.

Brzmienie dla każdego

Jak grają słuchawki Baseus Bowie M2? Chyba nie bez powodu nazywają się tak, jak jeden z najlepszych muzyków wszech czasów… I zgodnie z nazwą, na początek odsłuchałem Space Oddity. I usiadłem – ale nie z wrażenia, a po prostu z błogostanu. Słuchawki grają niezwykle spokojnie, ich charakter dostrojono tak, by odpowiadały chyba każdemu słuchaczowi i sprawdzały się w każdym rodzaju muzyki. Czy to oznacza, że nie mają charakteru? Poniekąd! Brzmienie jest wyważone, poprawne aż do bólu. Każdy zakres pasma jest reprezentowany prawidłowo, ale żaden nie jest przesadzony. Czy to średnica, czy soprany, czy basy – w każdym wypadku można powiedzieć, że nie ma ich za mało. Ale za dużo – także nie. Innymi słowy – brzmienie słuchawek Baseus Bowie M2 jest niezwykle poprawne. Nie porwie nas niczym – ale też w żadnym wypadku nie powiemy, że grają źle. Po prostu – grają i tyle.

Czasem wolałbym odrobię „niepoprawności”, przesunięcia charakteru w którąś stronę – a tu mamy po prostu wszystkiego w odpowiedniej dawce. Nie mniej, ale i nie więcej. W sumie – chyba można to polubić, słuchawki nadadzą się bowiem nie tylko do słuchania rocka czy techno, ale też do klasyki czy podcastów. Za każdym razem zagrają właściwie i równomiernie. Scena stereo jest nakreślona w miarę obszernie – ale nie zanadto, a do tego – sprawia wrażenie lekko odsuniętej w tył. Słuchając dobrze zrealizowanych nagrać z rozbudowaną „przestrzenią”, odnosimy wrażenie, jakby scena wędrowała za nas, nie słyszymy jej „w środku głowy”, a trochę jakby za plecami. To też można polubić. Mam też dobrą wiadomość – nie jesteśmy skazani wyłącznie na stary kodek SBC – do dyspozycji jest też AAC.

Redukcja szumów robi swoje, choć nie zawsze

Słuchawki douszne – z racji swej budowy – dość dobrze izolują słuchacza od otoczenia. Dzięki ANC (aktywnej redukcji szumów) możemy „odciąć się” jeszcze bardziej. Włączając standardowy poziom redukcji – tłumimy dosłownie wszystkie szumy z otoczenia, a jeśli bardzo zależy nam na wyciszeniu któregoś konkretnego z nich (np. szumu w samolocie), korzystając z proponowanej przez producenta aplikacji możemy manipulować działaniem ANC w taki sposób, by optymalnie wyciszyć konkretne, niepożądane przez nas częstotliwości. W ruchu ulicznym – by jednak słyszeć odgłosy otoczenia jak np. sygnały służby czy ludzki głos – możemy przełączyć ANC w tryb przezroczystości. Niestety, w trybie tym niektóre odgłosy – niekoniecznie te, które chcielibyśmy słyszeć – są podkreślane, przez co stale towarzyszy nam lekki, niezbyt jednak przyjemny szum. Osobiście – albo wyłączałem ANC całkowicie, albo ręcznie ustawiałem ją na maksymalną moc. Wówczas naprawdę mogłem cieszyć się dużą skutecznością tłumienia – względnie słyszeć otoczenie tak, jak w zwyczajnych słuchawkach, ale bez dodatkowego szumu w tle.

Nie zabrakło aplikacji

Baseus wydał też specjalną aplikację dedykowaną słuchawkom TWS. Korzystając z kodu QR w instrukcji, pobierzemy ją wprost od producenta albo ze sklepu Google (lepiej…). Aplikacja jest przejrzysta i intuicyjna, ale zirytowała mnie dwoma drobiazgami. Pierwszym jest brak spolszczenia, drugim – konieczność założenia konta Baseus, by móc zmieniać ustawienia słuchawek. Po co konto – nie mam pojęcia, ale po cichu liczę, że są tam zapamiętywane wprowadzone ustawienia. Poza możliwością zmiany sekwencji sterujących w panelach dotykowych słuchawek, w aplikacji znajdziemy też equalizer. Pozwala on skorzystać z 12 predefiniowanych ustawień, a także wprowadzić kolejne, własne korekcje. Aplikacja pozwala też rzecz jasna sprawdzić stopień naładowania słuchawek, a także zaktualizować ich oprogramowanie. Apka jest przeznaczona do wielu innych urządzeń Baseusa – zatem wybierając też np firmowy głośnik czy jeszcze inne słuchawki – wszystko znajdziemy później w jednym miejscu. W aplikacji jest też opcja poszukiwania słuchawek wraz z zapisem ich ostatniej lokalizacji w połączeniu z telefonem.

Szybkie ładowanie

Czas autonomicznej pracy słuchawek Baseus Bowie M2 z włączoną redukcją szumów, to ok. 4 godziny. Jeśli słuchamy ciszej, dadzą radę dociągnąć do 5 godzin – ale więcej nie wydusimy. Konieczne jest ładowanie, które na szczęście jest tak szybkie, jak obiecuje producent. Trwa nieco ponad 20 minut – ale już po 10 minutach naładujemy je na tyle, by grały kolejne 2 godziny. Pokrowiec pozwoli naładować słuchawki do pełna 4 razy – a potem musimy skorzystać już z ładowarki.

Czy warto kupić słuchawki Baseus Bowie M2?

Słuchawki Baseus Bowie M2 warto wybrać szczególnie wtedy, kiedy oczekujemy od brzmienia pełnej uniwersalności. Jeśli potrzebujemy słuchawek, które sprawdzą się w różnych rodzajach muzyki, ale też do odsłuchu podkastów czy przy oglądaniu filmów – Baseus Bowie M2 będą dobrym wyborem. Słuchawki można też pochwalić za skuteczne działanie aktywnej redukcji szumów, a także intuicyjne sterowanie. Dedykowana im aplikacja daje dodatkowe możliwości, ale przydałoby się przełożyć ją na polski tak, jak udało się to zrobić z instrukcją. Czas autonomicznego działania słuchawek mieści się w normie, ale warto podkreślić dość krótki czas ich ładowania. Słuchawki Baseus Bowie M2 kosztują niecałe 300 złotych. Nie są najtańsze na rynku, ale przy swych możliwościach, cena broni się dzielnie. Z pewnością nie będą to źle wydane pieniądze.

źródło: materiał własny
czytane: 736

aliexpressaudiobaseusbezprzewodoweBowiedźwiękmuzykasłuchawkisłuchawki bezprzewodowesłuchawki BluetoothSłuchawki douszne

Komentarze

Możliwość komentowania została wyłączona.

top