Quantcast

adplus-dvertising
Strona główna » recenzje » Mio MiVue 658 WiFi: samochodowa czarna skrzynka

29.01.2016

Mio MiVue 658 WiFi: samochodowa czarna skrzynka

Od około dwóch – trzech lat filmy z kamer montowanych w samochodach stały się internetowym przebojem. Rosyjscy kierowcy dostarczają nam sporo rozrywki, ale okazuje się, że i naszym niewiele brakuje. Każda podróż po polskich drogach może dostarczyć sporą dawkę adrenaliny – a także sporo ciekawych materiałów wideo. Czym je nagrywać?

Na rynku mamy szeroki wybór kamer. Niestety, najtańsze modele nie zapewniają zbyt ciekawych możliwości. Zapisane filmy mogą od biedy posłużyć jako materiał dowodowy po kolizji czy wypadku, ale ich jakość pozostawia zwykle wiele do życzenia. Są jednak na rynku kamery o znacznie większym wachlarzu funkcji, zapewniające przy tym wysoką jakość obrazu. Wypróbowałem jeden z modeli należący do wyższego segmentu samochodowych wideorejestratorów: Mio MiVue 658 WiFi. Nie jest to sprzęt zbyt tani, ale jeśli dużo podróżujemy i zamierzamy publikować nasze filmy w sieci, chyba warto zainwestować nieco większą gotówkę. Dlaczego?

Na temat jakości obrazu nie warto dyskutować. Droższe kamery mają zdecydowanie lepszą optykę i przetworniki obrazu, niż najtańsze modele, które można znaleźć w supermarketach już za kilkadziesiąt złotych. Jeśli chcemy, by obraz był czytelny bez względu na warunki, w jakich go nagrywamy – musimy zapłacić więcej. To niestety oczywiste. W przypadku samochodowego wideorejestratora ważne jest, aby obiektyw miał jak największe pole widzenia, obejmujące wszystko, co dzieje się przed samochodem. Równie ważne jest to, by udało się odczytać numery rejestracyjne samochodów uwiecznionych na filmie. To może być cenny dowód w przypadku sporu z innym kierowcą czy policjantem.

Czy filmy nagrywane przez Mio MiVue 658 WiFi są warte wydania 800 złotych? Hmmm… Po około 3-miesięcznym użytkowaniu kamerki Mio mogę stwierdzić, że raczej tak… MiVue 658 WiFi ma sześcioelementowy, szerokokątny obiektyw. Soczewki są szklane (czyli odporne na zarysowania – o tym za chwilę), a pole widzenia obiektywu odpowiada mniej więcej temu, co widzi kierowca patrzący na wprost. Widać to, co dzieje się przed nami, a także w okolicy drogi, którą się poruszamy. Obiektyw ma przy tym wysoką jasność, a zatem zapewnia matrycy wystarczająco dużo światła, by nawet na nocnych nagraniach było widać to, co trzeba. Obraz rejestrowany przez MiVue 658 WiFi można ocenić pozytywnie, bez względu na wybrany tryb oraz porę zapisu. Nawet w ujęciach nocnych, daje się odczytać rejestracje samochodów w polu widzenia kamery, nie dokuczy nam również zanadto efekt oślepiania reflektorami pojazdów nadjeżdżających z przeciwka. Tu jednak kluczowe jest umiejscowienie kamery w pojeździe – dobrze, by znalazła się przy górnej krawędzi przedniej szyby.

Wróćmy jednak do jakości filmów. Kamera Mio oferuje nam kilka wariantów zapisu. Możemy nagrywać w rozdzielczościach 720p, 1080p oraz 1296p, z prędkościami od 30 do 60 klatek na sekundę. Już nawet zapis w HD gwarantuje dobry obraz, a tempo rejestracji 60 kl/s zapewnia jego wysoką płynność. To tryb polecany dla miłośników dynamicznej jazdy w dzień – w nocy niestety widać już zauważalny spadek precyzji obrazu. Mimo to, rejestracje i znaki drogowe wciąż są czytelniejsze, niż na filmach z taniej kamerki, której używałem przedtem. Przy słabszym świetle czy w pochmurne dni, lepiej użyć wariantu FullHD w 30 kl/s ale za to z HDR. To tryb uniwersalny, sprawdzający się nie tylko po zmroku, ale i np. podczas jazdy pod słońce czy wśród miejskich latarni. Efekt oślepiania jest w tym trybie niwelowany najskuteczniej. Zapis w 1296p nadaje się do wykorzystania wtedy, gdy zależy nam na najwyższej szczegółowości obrazu – w nim odczytamy nawet rejestracje aut znajdujących się dość daleko.

Generalnie, w każdym z trybów jakość obrazu oceniam pozytywnie – nie widać zbyt wielu artefaktów, obraz jest szczegółowy i kontrastowy. Nieco gorzej wypada zapis dźwięku – tu kamerka wychwytuje w zasadzie wyłącznie to, co dzieje się w kabinie. Niestety, włączone radio dość skutecznie psuje przyjemność z oglądania, wyraźnie słyszymy również pracę zawieszenie – a właściwe całej karoserii – na wybojach. Po prostu uchwyt kamery przenosi do mikrofonu charakterystyczne dudnienie. Na szczęście w filmach z samochodowych kamer „soundtrack” nie jest zbyt istotny, a kamera oferuje również możliwość wyłączenia mikrofonu. W opcjach zapisu możemy również ustalić czas trwania pojedynczego klipu. Kamera może dzielić materiał co 1, 3 lub 5 min. Osobiście, używam trybu minutowego, pozwalającego najszybciej odszukać potrzebny plik. Datę i godzinę można odczytać z nazwy każdego klipu. Nośnikiem zapisu jest karta microSD – kamera obsługuje pojemności do 128 GB.

Mio MiVue 658 WiFi pozwala również na wykonywanie zdjęć statycznych, w rozdzielczości 4 megapikseli. Fotki są niezłej jakości – wystarczającej do przygotowania materiałów dowodowych po kolizji – np. ustawienia pojazdów, nim usuniemy je z drogi. Poniżej możecie obejrzeć kilka przykładowych ujęć z kamerki MiVue 658 WiFi. Oceńcie sami…


Zacząłem od jakości obrazu, bowiem uważam ją za kluczową cechę kamery. Równie ważna jest również jednak łatwość jej instalacji. Tu nie ma problemu. Mio zapewnia nam zasilacz z dość długim, ok. 4-metrowym przewodem. Kabel nie jest zbyt gruby ani sztywny, dzięki czemu łatwo go ukryć – w moim przypadku poprowadziłem go od gniazda, pomiędzy panelami konsoli środkowej, potem pod kokpitem i pod uszczelką drzwi. Następnie upchnąłem go pod górną krawędzią tapicerki słupka, pod podsufitką i wyprowadziłem w okolicach lusterka. Tam przyczepiłem uchwyt kamerki. Ma on solidną, choć niedużą przyssawkę i specjalne zagłębienie, w którym umieszczamy luźny kawałek przewodu zasilającego. Znakomitym pomysłem jest mocowanie kamerki w uchwycie. To prosty, ale solidny zatrzask, zawierający w sobie także gniazdo zasilania typu miniUSB. Kamerkę można łatwo i szybko zdemontować. W naszym pięknym kraju to dość istotna cecha – nie zaryzykowałbym pozostawienia wartej 800 złotych kamery na pastwę złodzieja. Nie sądzę, by odstraszył go fakt, że bez dedykowanego uchwytu kamera staje się właściwie bezużyteczna… A tak, szybkim ruchem odpinamy kamerkę i pakujemy do kieszeni, w której – z racji niewielkich wymiarów – nie będzie nam zanadto przeszkadzać. Tu warto podkreślić odporność obiektywu na zarysowania. Żądni mocniejszych wrażeń mogą oczywiście schować kamerę do schowka lub po prostu pozostawić w uchwycie.

I tu przechodzimy do kolejnej funkcji kamerki. Kamera uruchamia się automatycznie i zaczyna nagrywać, gdy ruszymy. Gdy zatrzymujemy pojazd, włącza natomiast tryb parkingowy. Znajdując się w nim kamera czuwa – i włącza zapis, gdy wykryje jakikolwiek ruch. Możliwe zatem, że zarejestruje rejestrację pojazdu, który stuknął w nasz na parkingu, względnie twarz młodzieńca, który w porywie fantazji przebiegł po masce naszego wozu. Czujnik ruchu wykorzystywany jest również przez rozwiązanie oszczędzające pamięć na pliki. Gdy owa pamięć zostanie zapełniona, kamera automatycznie zacznie kasować najstarsze zarejestrowane pliki – oprócz tych, przy których czujnik zarejestrował jakiś wstrząs. Dzięki temu filmy, na których mogła zostać uwieczniona jakaś kolizja, pozostaną bezpieczne, nawet, gdy nie zdążymy ich w porę skopiować. Wyzwolenie ochrony zapisu przez czujnik sygnalizowane jest dźwiękiem, który możecie usłyszeć na filmach – niestety na naszych drogach sensorowi zdarza się interpretować wjechanie w dziurę jako kolizję – co dobitnie obrazuje stan naszych ulic, ale i jednocześnie wysoką czułość urządzenia.

Kolejnym z atutów kamery jest wbudowany moduł GPS – dzięki niemu na film można nanieść aktualną pozycję geograficzną pojazdu, a także jego prędkość – informacje te również mogą okazać się przydatne podczas jakiegoś drogowego sporu. Oprócz tego, na filmie może znaleźć się bieżąca data i czas, a także dowolny, wprowadzony przez nas tekst – np. nasza rejestracja. To będzie przydatne np. wtedy, gdy w kamery Mio wyposażymy flotę pojazdów… Czujnik GPS wykorzystywany jest także przez funkcję ostrzegania o fotoradarach. Producent dostarcza bazę informacji o ich lokalizacjach, ale mamy też możliwość ręcznego dodania nowej informacji. Istnieje opcja ostrzegania głosowego oraz wizualnego, możemy także zdefiniować próg, o jaki zamierzamy przekraczać dozwolone prędkości bez alarmu. Dodatkowo, możemy również uruchomić ostrzeżenie o każdorazowym przekroczeniu ustalonej prędkości, nawet, gdy w pobliżu nie ma fotoradaru. W praktyce – funkcja ta działa bezproblemowo, jednak kilkukrotnie otrzymałem ostrzeżenie w miejscu, z którego fotoradar zniknął dobry rok wcześniej…

Zastanawiacie się zapewne, co oznacza WiFi w nazwie kamery… już wyjaśniam. Kamera ma możliwość przesyłania filmów bezpośrednio na telefon. W połączeniu z dedykowaną, bezpłatną aplikacją, urządzenie umożliwia tworzenie kopii zapasowej zapisanych filmów w pamięci smartfonu. To może być przydatne np. w przypadku, gdy kartę z kamery będziemy chcieli np. przekazać policji, zostawiając sobie kopię materiałów. Aplikacja umożliwia również wygodne przeglądanie filmów na smartfonie, a także – a w zasadzie przede wszystkim – ich szybkie i łatwe udostępnianie. Można je wysłać na YouTube czy e-mailem, a nawet MMS-em. Filmy, które mają trafić do telefonu, możemy wybrać sami, ale kamera oferuje również możliwość automatycznego przesyłu filmów ze „zdarzeniami” – czyli tych, którym czujnik wstrząsów włączył zabezpieczenie przed nadpisaniem. Producent udostępnił również aplikację na komputer. W niej  mamy dodatkowo również możliwość wykonania screenshotów z filmów oraz przejrzenia bardziej szczegółowych danych dotyczących zdarzenia – np. zarejestrowanych przeciążeń (ich siły i kierunku), wysokości nad poziomem morza czy danych geo. Te dane mogą być nieocenione podczas odtwarzania przebiegu wypadku.

Obsługa kamery jest dość łatwa. Urządzenie ma tylko dwa przyciski (włącznik i „migawka”) oraz ekran dotykowy, któremu powierzono obsługę interfejsu. Interfejs jest spolszczony, jednak tempo jego pracy nie należy do najszybszych. Mimo to, korzystanie z urządzenia jest dość wygodne – choć nie polecam „grzebania” w menu podczas jazdy. Wręcz przeciwnie – proponuję nawet skorzystać z opcji wygaszania ekranu – co pozwoli nam uniknąć odruchowego spoglądania na wyświetlacz kamerki, czyli rozpraszania uwagi.

Podsumowując – mogę polecić ten sprzęt z czystym sumieniem. Mio MiVue 658 WiFi jest kosztownym gadżetem, ale oferuje wysoką jakość filmów i sporo dodatkowych funkcji. Jeśli dużo podróżujecie i potrzebujecie mieć do dyspozycji godną zaufania „czarną skrzynkę” – warto rozważyć wydanie nieco większej kwoty. Sam „przesiadłem się” z taniej kamery na Mio – i już nie chcę wracać do dalekowschodniej zabawki, z którą podróżowałem wcześniej. Warto pamiętać, że poza samym obrazem, urządzenie Mio zapisuje jeszcze inne, istotne w razie zdarzenia drogowego dane – jak choćby prędkość. Muszę również docenić prostotę obsługi i praktyczność uchwytu mocującego. Baza fotoradarów i współpraca z telefonem to „wartości dodane” – można się bez nich obejść, ale miło, gdy są… Warto zauważyć, że jeśli nie zależy wam na komunikacji ze smartfonem, możecie nabyć nieznacznie tańszy wariant tego urządzenia – już bez WiFi. O to, czy w ogóle warto mieć rejestrator w samochodzie, nawet nie pytajcie…

2015-10-25 10.29.57

Dane techniczne:

  • Obiektyw: F1.8, 150 stopni widzenia
  • Matryca: 4 Mpx
  • Rozdzielczość zapisu: do 2304×1296 px
  • Tryby zapisu:  720p 60 kl/s, 1080p 45 kl/s, 1080p 30 kl/s+HDR, 1296p 30 kl/s
  • Format pliku: MP4
  • Nośnik danych: microSD do 128 GB
  • Wyświetlacz: dotykowy, 2,7 cala
  • Zasilanie: z gniazda zapalniczki
  • Inne: Wi-Fi, GPS, G-sensor, baza fotoradarów + ostrzeganie o prędkości, automatyka zapisu + tryb parkingowy
  • Wymiary i waga: 49×90,59×32,7 mm, 120 g

źródło: mat. wł.
czytane: 5449

dashcamfilmjazdakameraMioRosjasamochódwi-fiwideowideorejestratorzdjęcia

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top