Quantcast

adplus-dvertising
Strona główna » recenzje » SmartWatch Kruger&Matz Style

13.02.2016

SmartWatch Kruger&Matz Style

Czasami mnie trochę uwierał, ale bardzo często po prostu mi przeszkadzał. I chyba w niczym nie pomagał. Ale to pewnie dlatego, że ostatni raz zegarek nosiłem bodaj w podstawówce i od tego czasu absolutnie mi takiego sprzętu nie brakuje. Nie zmienia to jednak faktu, że po kilkunastu dniach testów nabrałem przekonania, iż Kruger&Matz Style może się podobać.

Zanim zdecydowałem się, aby zabrać leżący w redakcji zegarek do domu, minęło trochę czasu. Wiedziałem, że moje nastawienie do tego typu urządzeń jest takie, a nie inne. – Czy warto? Pewnie się zniechęcę? Może powinien się tym pobawić ktoś, kto lubi takie „zabawki” – zastanawiałem się krążąc po redakcji i spoglądając spode łba na niepozorne pudełeczko niewinnie spoczywające na jednym z naszych biurek.

Po kilku dniach ciekawość dziennikarska wygrała. „Ubrałem się” w nowy sprzęt i zaczęły się testy.

Początkowo łatwo nie było. Smartwatcha chciałem podłączyć do LG-ka L3 II. Urządzenia chyba się nie polubiły – Kruger chyba nie mógł się dogadać z Matzem, ponieważ jakoś tak mniej więcej co kwadrans jeden łączył, a chwilę później drugi rozłączał komunikację z telefonem. Na mojej irytacji się skończyło, stwierdziłem, że mąki z tego chleba to raczej nie będzie i odpuściłem sobie próby skojarzenia tych dwóch urządzeń.

Kolejne starania podjąłem testując Samsunga Galaxy A5 2016. Tutaj było już znacznie lepiej, rozłam w łączności pomiędzy urządzeniami pojawiał się, owszem, ale bardzo sporadycznie. Trochę z smartwatcha pokorzystałem, jakieś wrażenia już miałem i… przedstawiciele Samsunga zadzwonili i zakomunikowali, że czas testów (telefonu) dobiegł końca. Z A5-tką przyszło mi się rozstać, a smartwatch pozostał na chwilę „bezpański”.

Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że test tytułowego zegarka będą okazją do przypomnienia sobie powiedzenia „do trzech razy sztuka”. Okazało się bowiem, że dopiero kiedy trafiłem na smartfon Huawei ShotX, w pełni mogłem się cieszyć możliwościami, jakie odkrywał przede mną smartwatch Kruger&Matz Style. I wtedy to rozpoczęły się prawdziwe testy…

Zanim jednak opowiem, jak korzystało mi się z opisywanego sprzętu, wyjaśnię może tym, którzy ewentualnie nie wiedzą, po co mi było w ogóle łączenie zegarka ze wspomnianymi telefonami. Otóż idea urządzeń typu smartwatch (czy też ogólnie wearables) polega na tym, że dostajemy jakąś elektroniczną zabawkę, która potrafi skomunikować się z telefonem i pełnić mniej lub bardziej pożyteczną rolę będąc niejako odnogą lub uzupełnieniem naszego telefonu. Miałem wyjaśnić, a skomplikowałem? To może będzie prościej na przykładzie…

Chyba każdy wie co to takiego, a być może większość z naszych czytelników korzystała już ze słuchawek bezprzewodowych działających w technologii Bluetoot. Występujące samodzielnie są w zasadzie bezużyteczne, no bo co z nimi robić? Trzeba je skomunikować z komórką, co pozwoli nam na prowadzenie przez nie rozmów.

No i tu wracamy do zegarków, z którymi jest bardzo podobnie. Jeśli połączymy (w tym wypadku naszego Style’a ze smartfonem) będziemy mogli m.in. wykonywać i odbierać połączenia, odczytywać i odpowiadać na SMS-y, uruchamiać dodatkowe opcje w telefonie itp. Zestaw tych usług i możliwości zależy przede wszystkim od producenta zegarka, ale także – jak się okazało – od samego smartfonu.

Kruger&Matz Style jest więc takim przedłużeniem telefonu zakładanym na przegub dłoni. Teoretycznie zapowiada się, że będzie ciekawie. Czy jednak w praktyce było aż tak interesująco?

Zanim cokolwiek udało mi się zrobić, w telefonie, który miał być połączony z zegarkiem, musiałem zainstalować specjalną aplikację – FunDo Smart Device. To ona odpowiadała za łączność pomiędzy urządzeniami…

… pod warunkiem, że zegarek chciał zobaczyć telefon, a telefon zegarek. Co – proszę mi wierzyć – nie zawsze było takie oczywiste 😉

Generalnie jednak operacja łączenia – choć niekiedy dopiero po kilku próbach – kończyła się sukcesem. I niektóre z funkcji telefonu miałem – dosłownie i w przenośni – jak na dłoni!

Mogłem telefonować i odbierać połączenia przychodzące. I o ile siedziałem w domu lub w redakcji, to te ostatnie faktycznie zegarkiem odbierałem. Spacerując po łódzkich ulicach na taki gest się jednak nie odważałem – z dwóch powodów. Chciałem uniknąć dziwnych spojrzeń mijanych przechodniów, który widzieliby faceta gadającego do zegarka 😉 Przede wszystkim jednak takie rozmowy odpuszczałem sobie ze względu na jakość połączeń. Bo i ja słyszałem po japońsku (znaczy się „jako-tako”), a i mnie słychać było ponoć – delikatnie rzecz ujmując – słabo. Choć – technicznie rzecz ujmując – możliwość prowadzenia rozmów z tzw. trybie głośnomówiącym – potwierdzam – była.

Na Style’u przeczytałem także kilka SMS-ów i odebrałem jakąś tam porcję powiadomień. Faktycznie, jeśli coś przyszło do mnie w wiadomości tekstowej, niewątpliwym plusem było to, że bez sięgania po telefon do kieszeni mogłem sprawdzić kto i co ode mnie chciał. Odpisać mogłem, ale… tylko w ramach zapisanych szablonów, czyli: „Nie mogę teraz rozmawiać”, „Oddzwonię później”, „Dziękuję”, „Co u Ciebie?” i „Gdzie jesteś?”. Na szybką odpowiedź niby wystarcza, ale… śmiem sądzić, że mogą się zdarzyć osoby, które mogą czuć pewien niedosyt, prawda? Ja miałem…

Skoro o połączeniach mowa, to na malutkim „cyferblacie” miałem także listę połączeń lub wiadomości, twórcy oprogramowania nie zapomnieli również o jakże klasycznie prezentujących się klawiszach: czerwonym i zielonym.

Tutaj rodzaj czynności jakie musiałem wykonać był – jak się można domyślać – raczej oczywisty. Inaczej było wtedy, kiedy chciałem do kogoś zatelefonować. Wywoływałem klawiaturę numeryczną i… jak widać na jednym z powyższych zdjęć, otrzymywałem zupełnie inny układ przycisków. A co za tym idzie wybieranie numerów nastręczało mi – zwłaszcza w pierwszych dniach testów – niemałych kłopotów…

Inna ważna informacja dotycząca rozmów jest taka, że musiałem sobie przypomnieć numery kilku osób, z którymi byłem najczęściej w kontakcie. Zdarzało się bowiem, że na ekranie zegarka pojawiały mi się tylko i wyłącznie numery, a nie nazwy pod jakimi miałem je wpisane do książki telefonicznej. Cóż… przypomniały mi się czasy, kiedy to wszystkie numery krewnych i znajomych znałem na pamięć… Kiedy to było? Dawno temu i nieprawda 😉

Zostawmy zatem dzwonienie i przedźmy do innych czynności, które można wykonywać używając tegoż zegarka. Bo skoro smartfon połączony jest ze smartwatchem, to wybrane dane mogą być przekazywane z komórki do zegarka, ale także w odwrotną stronę. Przykładem może być tu możliwość sterowania z przegubu dłoni aparatem fotograficznym znajdującym się w telefonie. Takie trochę czarodziejskie, co nie? 😉

Funkcja – owszem – działa, ale… praktycznego sensu jej uruchamiania jakoś nie znalazłem. Zdalne uruchamiania aparatu niby fajna rzecz, ale przecież ktoś by musiał „nacelować” oko kamerki na fotografowany obiekt… Chyba, że ja – jako blondyn – czegoś tutaj nie łapię, albo mam po prostu zbyt mało rozwiniętą wyobraźnię…

Nie miałem za to problemów z wyobrażeniem sobie, że oto któregoś dnia mam tylko jeden z elementów zestawu. Bo drugi jak Pszczółka Maja: „Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie”. Ta łączność o której wspominałem przychodzi nam tu z pomocą, ponieważ jednym kliknięciem – czy to w ekran telefonu, czy też zegarka – powodujemy, że odzywa się dzwonek… w tym drugim urządzeniu.

Pod jednym warunkiem – że oba urządzenia będą naładowane! Przyznaję się – Szanowni Czytelnicy – bez bicia, że o ile pamiętałem o „nakarmieniu” prądem komórki, to z zsileniem smartwatcha bywało różnie… I bywałem skazany na czarny ekran. Inaczej bowiem, niż w przypadku zwykłych telefonów, nie mogłem liczyć na to, że znajdzie się ktoś życzliwy i poratuje mnie kabelkiem do ładowania. Nikt go nie miał, bo – jak widać na zdjęciach – jest on troszkę specyficzny…

Ale – generalnie – funkcja bardzo przydatna. No dobra… przyznam się: dwa razy z niej musiałem skorzystać 😉

Poza tym – nosząc Style’a na przegubie – mogłem sprawdzić prognozę pogody, plany zapisane w kalendarzu, ilość „wytuptanych” kroków, a także to, czy dobrze w nocy spałem.

I o ile kroki jakoś tam zliczałem, o tyle na analizę snu się nie pokusiłem. Aby to dobrze zadziałało, człowiek powinien spać sam. A tu nie dość, że lepsza połowa u boku, to jeszcze najmłodsze pokolenie potrafi zawitać w środku nocy do rodziców… O mruczących i szalejących w nocy kotach – aby nie zanudzać czytelników – wspominał już nie będę…

 

Niestety, poległem na próbie połączenia Style’a z iPhone’em. Wszystko „rozbiło się” o aplikację zarządzającą połączeniem, o której już wcześniej wspominałem. O ile w sklepie Google’a była ona widoczna, o tyle w markecie „jabłuszkowym” już nie. Teoretycznie mogłem ją pobrać z strony wskazywanej przez QR kod zamieszczony w instrukcji obsługi urządzenia, ale… telefon meldował, że nie znalazł takiej strony.

I co? I nic. Pozostawało mi korzystanie z zestawu z telefonem z Androidem. I po kilku dniach zabawy, w momencie kiedy przychodzi mi rozstać się ze Style’em, jestem szczerze przekonany, że ten smartwatch może się spodobać. Jednak najprawdopodobniej nie tym, którzy – tak jak ja – zegarków nie używają z założenia. Ani tym, którzy są zaawansowanymi użytkownikami nowoczesnych technologii, ale raczej zaczynają swoją przygodę z mobilnością.

Potwierdzeniem wygłoszonej wyżej tezy może być cena Style’a – 299 zł. Za bardzo niewielką kwotę otrzymujemy sprawnie działające narzędzie do zabaw, ćwiczeń lub codziennej pracy. Podczas testów nie miałem problemów z dotykiem – urządzenie poprawnie reagowało na wszystkie komendy wydawane przeze mnie przy pomocy palca. Nie miałem także kłopotów z odnotowywaniem komunikatów – zegarek mogłem ustawić tak, że informował mnie dźwiękiem, wibracją lub jednym i drugim. Ja – jak to ja – wybrałem wibrację i nie miałem najmniejszych wątpliwości, kiedy ktoś coś do mnie napisał – Kruger&Matz delikatnie, ale intensywnie drgał na moim przegubie. Zegarek nie spieszył się, nie trzeba go było nakręcać, i nawet ekran niewiele się brudził (i – jak widać na zdjęciu – nie udało mi się go w testach porysować).

kruger03

I proszę się nie przejmować tym, że rozstaję się z tym urządzeniem bez żalu. Bo wreszcie będę miał wolny nadgarstek 😉 A kiedy się jutro obudzę, to znowu będę Owczarkiem, który po prostu nie nosi zegarków. I będzie mi z tym bardzo dobrze…

czytane: 8364

Następny artykuł

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top